Zdzisław Kiliś

Mężczyzna 1929 - data nieznana  Prześlij zdjęcie/dokumentPrześlij zdjęcie/dokument    Has no ancestors and no descendants in this family tree.

 Ustaw jako osobę domyślną    

Info o osobie    |    Wszystko    |    PDF

  • Nazwisko Zdzisław Kiliś 
    Urodzenie 1929 
    Płeć Mężczyzna 
    Wydarzenie Zdzisław Kiliś powiada, że na emeryturze nie ma czasu na odpoczynek. Gdy pracował - mógł liczyć na urlop. Emeryt urlopu nie ma. Ma za to liczne obowiązki społeczne jako radny i członek Zarządu Gminy w Pomiechówku, prezes Towarzystwa Miłośników Pomiechówka, członek zarządu Akcji Katolickiej oraz Rady Nadzorczej Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska".
    A przecież jeszcze są obowiązki nauczyciela, bo choć Zdzisław Kiliś jest nauczycielem emerytowanym, ale uważa, że obowiązek pedagoga nadal na nim ciąży i chętnie spotyka się z młodzieżą, po to chociażby, żeby opowiedzieć im dzieje Pomiechówka. Można sobie wyobrazić, jak pracowite było życie Zdzisława Kilisia, gdy pracę zawodową uzupełniał działalnością społecznikowską, bardzo pożyteczną i potrzebną. Życie, które - gdy spojrzeć wstecz - układało się w swoiście logiczny ciąg, będący służbą dla ludzi, służbą dla swej miejscowości. Kiliś nigdy nie miał czasu dla siebie. Nie zdołał założyć nawet rodziny. A dziś ma już przeszło 72 lata i nadal tyle zajęć... Dobrze że brat Edward, osiadły w domu rodzinnym, ma potomstwo - dzięki temu pan Zdzisław może pomieszkiwać u bliskich krewnych.

    Nauczyciel z Pomiechówka
    Urodził się Zdzisław Kiliś we wsi Psucin w roku 1929. Do wojny zdążył skończyć dwie klasy podstawówki. Douczał się na tajnych kompletach. W Psucinie przebywał nauczyciel z Warszawy Marceli Leoniak, który dokształcał grupę dzieci. Po wojnie Zdzisiek bez problemu dostał się do szkoły średniej, a potem ukończył historię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Był początek lat pięćdziesiątych, nie wszyscy chcieli przyjąć do pracy absolwenta KUL, ale Kazimierz Niewęgłowski, zastępca inspektora szkolnego w Nowym Dworze nie miał oporów - zatrudnił Kilisia najpierw w Józefowie koło Legionowa, a po roku przeniósł go do Pomiechówka. W tej miejscowości młody nauczyciel osiadł i poświęcił jej całe zawodowe życie.
    Budowę szkoły w Pomiechówku zainicjował, jak wiadomo, przedwojenny premier gen. Felicjan Sławoj Składkowski, który pomógł w zdobyciu materiałów, a potem wspierał pomiechowian w pracach. Budynek nie był wykończony - jeszcze latem 1939 roku murarze pracowali przy wznoszeniu sali gimnastycznej. Niestety, nie dokończyli budowy. W czasie działań wojennych budynek został uszkodzony. Po wojnie jedno skrzydło szkoły, z ośmioma izbami lekcyjnymi, nadało się do zorganizowania nauki, w drugim urządzono mieszkania nauczycielskie. Młody nauczyciel, pracujący z gronem starszych kolegów, zdobywał ostrogi pedagoga. Do siódmej klasy chodziła wówczas bardzo zdolna uczennica Nina Majka, córka dowódcy jednostki wojskowej w Pomiechówku.
    - Pułkownik Majka, żołnierz z krwi i kości, którzy przeszedł szlak bojowy od Lenino do Berlina, bardzo mnie polubił - wspomina Zdzisław Kiliś. - Choć w Pomiechówku mieszkał czasowo, był bardzo zaangażowany w sprawy miejscowości. Wprowadził mnie do komisji w Gromadzkiej Radzie Narodowej. Nieco potem zostałem radnym. I od tamtej pory wybierano mnie na kolejne kadencje.
    Pułkownik Majka bardzo wspierał szkołę i gdy była jakaś potrzeba coś pomóc czy załatwić - nigdy nie odmawiał młodemu nauczycielowi, nawet gdy córka zdała do liceum w Modlinie, a potem na studia.

    Kontynuator dzieła Sławoja
    W 1958 roku Kiliś został zastępcą kierownika szkoły, potem był kierownikiem, zastępcą dyrektora Gminnej Szkoły Zbiorczej, dyrektorem pomiechowskiej podstawówki. I właściwie jej powojennym budowniczym. W 1960 roku przybyło dzieci, szkoła zaczęła się robić ciasna. Podjęto jej rozbudowę - w czynie społecznym.
    Miejscowa Gminna Spółdzielnia obracała materiałami budowlanymi. Kiliś wstąpił do nie, szybko został członkiem Rady Nadzorczej. Doprowadził do tego, że GS całą jednoroczną nadwyżkę bilansową; a była niemała; przeznaczono na rozbudowę szkoły. Trochę tam potem kręcili nosami urzędnicy z "góry" wojewódzkiej, ale pieniądze były już wydane - kupiono za nie materiały budowlane.
    Mieszkańcy wsi dokładali do budowy, kto ile mógł. Postanowiono na przedwojennych fundamentach wybudować salę gimnastyczną. Okazało się, że do budowy może dołożyć Zrzeszenie Ludowych Zespołów Sportowych. Kiliś szybko został prezesem Rady Gromadzkiej LZS, by czuwać nad rozwojem wiejskiego sportu, a jednocześnie pozyskiwać pieniążki z tego źródła na budowę.
    Wraz z salą gimnastyczną zbudowano szatnie, natryski, sanitariaty i mieszkanie dla woźnego. Wygospodarowano trzy sale do nauki. Sukces dodał skrzydeł - postanowiono kontynuować rozbudowę, Powstała świetlica, kuchnia, potem ogrzewanie piecowe zamieniono na centralne ogrzewanie. Wydatki były ogromne, bo przecież nikt z "góry" nie dokładał tak bardzo do budowy, która nie była w planie gospodarczym. Kiliś znalazł jednak sposób na zdobycie pieniędzy: urządził w szkole ośrodek kolonijny. Przebywały w nim przez kilka wakacyjnych turnusów dzieci załogi Przedsiębiorstwa Instalacji Sanitarnych. Za to firma założyła instalację centralnego ogrzewania i kanalizację sanitarną.
    Sposób zarabiania okazał się dobry. Kiliś zorganizował w szkole sezonowe wczasy dla nauczycieli, opłacane przez Zarząd Główny ZNP. Został kierownikiem wczasów.
    - Wtedy popłynęły na szkołę naprawdę duże pieniądze - opowiada Kiliś. - Mogliśmy dokończyć rozbudowę szkoły, przebudować kotłownię, urządzić piękną bibliotekę z czytelnią. Studenci bibliotekoznawstwa przyjeżdżali do nas na praktyki.
    W szkole zorganizowano zimowisko dla dzieci nauczycielskich - zakupiono na nie sanki, łyżwy. Korzystali z nich potem uczniowie. Harcerze z Powiśla zorganizowali w Pomiechówku kurs dla drużynowych. Przy okazji rozkręcili harcerską robotę.
    Zachęcony wtedy Kiliś został drużynowym, przez wiele lat organizował obozy wędrowne ze swoimi podopiecznymi.

    Mała ojczyzna
    - Gdy dyrektor szkoły jedynie zamknie się w niej, nie angażuje się w sprawy społeczne, szkoła zwykle bywa biedna - to coś w rodzaju życiowego credo pomiechowskiego pedagoga i społecznika.
    On sam nie zamykał się w szkole, wręcz przeciwnie. Może właśnie dlatego szkoła się rozwijała. Weźmy Kilisiową współpracę z LZS. Dzięki niej Rada Wojewódzka tego zrzeszenia zafundowała Pomiechówkowi halę sportową typu "pilawa". Wybudowano ją przy szkole, na wysokim podpiwniczeniu. Swego czasu była najładniejszym tego typu obiektem w powiecie i dobrze zasłużyła się dla rozwoju kultury fizycznej.
    Szkoła pod kierownictwem Zdzisława Kilisia funkcjonowała sprawnie, rozwijała się, rozrastała. Młodzież bez problemów dostawała się do szkół średnich - łącznie z elitarnym Liceum Batorego w Warszawie.
    Pan Zdzisław do dziś pamięta najlepszych uczniów, interesował się bowiem ich losami. "Znaleźliśmy" nawet wspólną znajomą: Wandę Bednarek, która przez pewien czas była dziennikarką "Trybuny Mazowieckiej". Energiczny kierownik postanowił sprawy wychowawcze pchnąć na nowe tory - użyteczności uczniów dla swej małej ojczyzny. Wraz z nauczycielem robót ręcznych Antonim Polakiem organizowali porządkowanie miejscowości, sadzenie drzew i kwiatów. Mały park obok dzisiejszej siedziby Urzędu Gminy jest dziełem uczniów i ich nauczycieli. Były tam kiedyś doły, w których rosły chwasty. A oni sadzili drzewa, wytyczali alejki, w szkolnej pracowni robili ławki.
    - Nie męczcie się, chuligani to wszystko zniszczą - radzili im ludzie. Nie mieli racji. Pomiechówek ładniał. Ludzie widząc to chętnie brali się za porządkowanie i upiększanie własnych posesji.
    Rozstał się Zdzisław Kiliś ze szkołą w 1985 roku. Darzony szacunkiem, uhonorowany licznymi odznaczeniami, łącznie z Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, odszedł na emeryturę. Odszedł? Jeszcze sześć lat pracował na pół etatu. A i do dziś żyje sprawami szkoły, której poświęcił tak wiele serca i pracy.

    Na tropach historii
    W 1969 roku Kiliś wraz z gronem społeczników założyli Towarzystwo Miłośników Pomiechówka. Chodziło im o pokazanie bogatej historii miejscowości, upamiętnienie ludzi i zdarzeń, o wykorzystanie historii dla wychowania młodych pokoleń. Zaczęli od upamiętnienia martyrologii więźniów tzw. Fortu III z okresu okupacji. Jak szacuje Zdzisław Kiliś, hitlerowcy zamordowali tam ok. 100 tys. ludzi, w tym kilkadziesiąt tysięcy Żydów, członków ruchu oporu z Mazowsza i innych.
    - Twierdzę, że Niemcy w tym forcie mordowali również całe transporty powstańców warszawskich - podkreśla Kiliś.
    Wraz z gronem działaczy TPM: Antonim Polakiem, Stanisławem Szczurowskim, Stanisławem Kurpiewskim, Elżbietą Zawiejską, Wandą Cichocką, zorganizowali sesję popularno-naukową, poświęconą dziejom Fortu. Przyjechało na nią z całego świata wielu byłych więźniów. Zebrano materiał historyczny i pamiątki, udało się zorganizować w szkole izbę pamięci. Obok szkoły odsłonięto pomnik dla uczczenia pomordowanych. Przy monumencie jest oryginalny kamień, który w Forcie leżał pod szubienicą.
    Kiliś i TPM w ciągu 30 przeszło lat zainicjowali wiele przedsięwzięć o charakterze patriotycznym. Dzięki im pomiechowskiej szkole nadano imię obrońcy Modlina z września 1939 roku - gen. Wiktora Thommee. Niedawno zaproponowali nadanie imienia gen. Składkowskiego miejscowemu Gimnazjum - Rada Gminy zaaprobowała wniosek. W ostatnich latach łatwiej było Kilisiowi podejmować przedsięwzięcia i gminnym znaczeniu - przez dwie kadencje przewodniczył Radzie Gminy. TPM ufundowała w 1981 roku pamiątkową tablicę w setną rocznicę urodzin generała Thommee, umieszczoną w szkole, nieco potem - tablicę upamiętniającą pomordowanych w czasie wojny mieszkańców Pomiechówka. Przyszła pora na odsłanianie innych monumentów i tablic. Wśród nich na szczególną uwagę zasługuje powtórne odsłonięcie pomnika, ufundowanego przed wojną przez premiera Składkowskiego, niszczonego przez Niemców. Głaz z napisem "Wierni Polsce, polegli w jej obronie", przeleżał w krzakach kilkadziesiąt lat. Działacze TMP postanowili go odsłonić ponownie. Zyskali sojusznika w wójcie Janie Misiunie. Głaz z napisem został wniesiony na postument na placu w centralnej części miejscowości. Przy okazji uporządkowano skwer.
    Towarzystwo opiekuje się grobami poległych żołnierzy, zbiera pamiątki, zgłębia historię. Ostatnio udało się mu zdobyć kilkanaście ciekawych, przedwojennych fotografii. Organizuje uroczystości patriotyczne. Społecznicy marzą o własnym czasopiśmie, być może wydawany przez Akcję Katolicką miesięcznik "Echo" poświęci więcej miejsca ich sprawom.
    Zdzisławowi Kilisiowi marzy się jeszcze wydanie monografii historycznej Pomiechówka. Na razie dzieje miejscowości upowszechnia w czasie spotkań i uroczystości. Ostatnio czynił to uczestnicząc w harcerskim rajdzie do Palmir - dokąd młodzież zaniosła urnę z ziemią z Fortu nr 3.
    STEFAN ŻAGIEL - Tygodnik Ciechanowski 
    Zgon data nieznana 
    Nagrobki Prześlij zdjęcie nagrobka Prześlij zdjęcie nagrobka 
    ID osoby I11676  Korycki Kiliś
    Ostatnia modyfikacja 12 paź. 2017